Współcześni ludzie wypracowali pewien schemat życia - dzieciństwo, szkoła, obowiązkowo studia, później szukanie miłości, zakładanie rodziny, praca aż do emerytury. Jednak nie wszystkim życie płynie według tego schematu, gdyż nie da się go tak skrupulatnie zaplanować. Los lubi płatać figle i deptać nasze plany, marzenia.
Przekonali się o tym Rosie Dunne i Alex Stewart, dwójka Irlandczyków przyjaźniących się od dzieciństwa. Od najmłodszych lat nierozłączni, przez całą szkołę siedzieli razem w ławce, razem podejmowali próby ucieczki z domu, razem wypatrywali Świętego Mikołaja. Oboje planowali studiować w Irlandii - Rosie hotelarstwo, a Alex medycynę - jednak życie pokrzyżowało ich plany. Alex wraz z rodzicami przeprowadzają się do Bostonu, zostawia za sobą ukochaną Irlandię, Rosie oraz obawę, czy tysiące kilometrów i długa rozłąka nie będzie podstawą do wygaśnięcia ich przyjaźni?
Głównych bohaterów poznajemy w wieku kilku lat, przechodzimy razem z nimi przez pierwsze zgrzyty, naganne wybryki oraz zauroczenia. Od początkowych stron czytelnik czuje głęboką więź, która łączy tych dwoje ludzi i ani na moment nie słabnie. Rosie i Alex są wyjątkowymi ludźmi, ich optymizm, silny charakter i wpływ jednego na drugie sprawiają, że są najjaśniejszymi gwiazdami na całym niebie. Tylko oni nie dostrzegają tego, jak są szczęśliwi w swoim towarzystwie, jak promienieją i wszystko zrzucają na przyjaźń, ani myśląc o miłości, która się między nimi rodzi. Dopiero kiedy Alex wyjeżdża, oboje powoli zaczynają coś sobie uświadamiać. Ale jakby tego było mało, los rzuca młodym ludziom kolejne kłody pod nogi.
Kiedy tylko odłożyłam skończoną powieść, jedyne, co byłam w stanie powiedzieć, to "Wow". Autorka napisała nietypowe dzieło, piękne dzieło. Książka jest bardzo pozytywna, dodaje czytelnikowi otuchy, pokazuje, że można podnieść się z wielu upadków, że można poradzić sobie z całym naręczem problemów. Ponadto Cecelia Ahern pokazała, ze ludzie dzielą się tylko i wyłącznie na dwie grupy: na tych, którzy są w naszym życiu na krótko, którzy przychodzą, ale prędzej czy później odejdą oraz na tych, którzy bez względu na wszystko, zostaną z nami na zawsze.

Love, Rosie zostało napisane w bardzo ciekawej formie - w formie wiadomości, listów, e-maili, SMSów, kartek okolicznościowych. Czyta się je szybko, bez zbędnego przedłużania i można dowiedzieć się z nich wszystkiego, co jest istotne. Filmowa okładka jest śliczna i dodaje książce uroku. Polecam tę pozycję wszystkim, bez wyjątku! :)
Tytuł: Love, Rosie
Autor: Cecelia Ahern
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 511
Ocena: 8/10
- - -
Moi drodzy Czytelnicy, Bloggerzy, przepraszam za moją niezapowiedzianą nieobecność, ale miałam lekki zawrót głowy. Moje wakacje nie zaczęły się 24 kwietnia, wraz z zakończeniem klasy maturalnej, ani też 15 maja, razem z końcem matur, ale dopiero 12 czerwca, a i to nie do końca. Tak jak Wam pisałam przed zawieszeniem bloga - prócz matury miałam jeszcze egzaminy na uczelnię, egzaminy z rysunku na Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej, a jeszcze przed tym dwutygodniowe warsztaty, maraton rysunkowy. Cóż, egzaminy zdałam, z czego bardzo się cieszę, ponieważ od ponad siedmiu miesięcy moim priorytetem był właśnie rysunek. Wiele czasu poświęciłam, by szlifować mój mały talencik, który, mam nadzieję, otworzy mi drogę na studia (czy się dostałam, będę wiedzieć 8 lipca). Odpoczywać mogłam już 13 czerwca, ale dlaczego nie napisałam tutaj żadnej recenzji, dlaczego nie dałam znaku życia? W pewnym momencie złapałam się na tym, że łapałam świeżo oprawione książki w bibliotece tylko po to, by napisać tutaj ciekawą recenzję jakiejś nowości dla Was. Zapomniałam o radości, jaką dawało mi szperanie w półkach, szukanie intrygujących tytułów, bez patrzenia na datę wydania. Dlatego przez ostatnie dwa tygodnie wróciłam do swojego nawyku i postanowiłam połączyć pisanie recenzji z czytaniem tego, co znajdę, nieważne, czy będzie to najświeższa książka jaką znajdę w księgarni, czy stary wolumin z wypadającymi kartkami :)
Przez ostatnie tygodnie udało mi się przeczytać parę pozycji, których recenzji tutaj nie zamieszczałam, ale gdyby ktoś z Was chciał się dowiedzieć, czy warto przeczytać którąś z nich, piszcie w komentarzach, a na pewno wyrażę swoją opinię! A były to:
- Mechaniczny książę Cassandra Clare
- Mechaniczna księżniczka Cassandra Clare
- Losing Hope Colleen Hoover
- Dla Ciebie wszystko Nicholas Sparks
- Już czas Jodi Picoult
- Gra w kłamstwa Sara Shepard
- Blackout Marc Elsberg
- Wilkołak: Krwiożercza bestia Steve Feasey
- Wilkołak: Igrzyska Demonów Steve Feasey
"Love Rosie" bardzo lubię, miłego wypoczynku :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, wzajemnie!! :)
UsuńUwielbiam tę książkę, płakałam jak ja czytałam :)
OdpowiedzUsuńMi się łezka puściła podczas czytania obydwu listów od Alexa, w których wyznawał Rosie miłość :)
UsuńUwielbiam "Love, Rosie". Piękna, ciepła i niezwykle emocjonująca historia.
OdpowiedzUsuńNie czytałam tek książki... niedawno miałam okazję przeczytać "Kiedy cię poznałam" tej autorki, książka nie rzuciła mnie na kolana, ale nie zrażam się, dlatego pewnie i po tę w końcu sięgnę. Chciałabym poczuć to WOW!!! ;)
OdpowiedzUsuńSłyszałam wiele na temat tej książki, a Twoja recenzja bardzo zachęca do sięgnięcia po nią. Myślę więc, że to kwestia czasu zanim ją przeczytam. I oczywiście liczę na to, że się nie zawiodę :)
OdpowiedzUsuńPolecam, polecam, polecam! :)
UsuńA wiesz, że moje pierwsze słowo po przeczytaniu tej książki to też "wow"? :D Cudowna książka, jedna z niewielu, przy których popłakałam się ze śmiechu.
OdpowiedzUsuńA propos drugiej części - jestem ciekawa, co sądzisz o "Blackout".
Bardzo żałuję, że nie skusiłam się kiedyś na tą książę...:(
OdpowiedzUsuńMi ta książka również bardzo się podobała, mam o niej dokładnie takie samo zdanie jak Ty :)
OdpowiedzUsuńŚwietna recenzja!
Zapraszam na http://alejaczytelnika.blogspot.com/ :)
Miło, że mamy podobny gust :) Dziękuję! :)
UsuńZ chęcią zajrzę :)
Film był świetny, po obejrzeniu go nabrałam ochoty na książkę. Może niebawem uda mi się ją przeczytać? Kto wie ;)
OdpowiedzUsuńMiłych wakacji! :D
NiczymSzeherezada.blogspot.com
Ja właśnie dzięki filmowi skusiłam się na książkę, trochę się różnią, ale i film, i książka ma swój urok :)
UsuńDziękuję! :)
''Love, Rosie'' jeszcze przede mną zarówno w postaci książkowej jak i filmowej :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam tę powieść i filmowe okładki:) Dialogi między Ruby i Rose były bardzo zabawne, no i te WJEM Alexa:) Filmu za to szczerze nie znoszę!:) Jest zupełnie inny... Jakiś poplątany.
OdpowiedzUsuńZamierzam ją w końcu przeczytać :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://bojakochamczytacksiazki.blogspot.com/